| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych | Księga gości | Forum dyskusyjne | Chat | Newsletter | Powiadom znajomego | Poczta | Facebook |
Polski English Deutsch
Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy
- | - Katalog firm usteckich | Przetargi | Szukam/dam prace | Ogłoszenia | Pogoda | Hejnał Ustecki | Herb Ustki | Społeczność Lokalna - | -
- | - Klimat | Kalendarz | Ustka w liczbach | Miasta partnerskie Ustki | Plan miasta Ustki | Bezpieczna Ustka | Bezrobocie w Ustce - | -


Temat tygodnia / Złodzieje i filantropi

Kradnie żyjąca na brukselskim garnuszku armia urzędników, kradną zwykli obywatele. W ubiegłym roku w Unii wykryto wyłudzenia na kwotę 320 milionów euro. Afery tropi unijny detektyw OLAF.

We wszelkiego rodzaju eurooszustwach najbardziej uzdolnieni są przedstawiciele narodów południowej Europy. Włosi wyspecjalizowali się w wyłudzaniu pieniędzy na wsparcie nieistniejących gajów oliwkowych. Kiedy z Unii płynęły pieniądze na wirtualne uprawy, ziemia leżała ugorem. Dociekliwi śledczy z Brukseli próbowali potwierdzić swoje podejrzenia, szpiegując włoskie terytorium przy pomocy satelitów wywiadowczych. Włochom jednak przez długi czas udawało się obejść i tę kwestię - na pustych polach stawiali makiety drzewek oliwnych. Jednak w końcu dosięgła ich karząca ręka unijnej sprawiedliwości.

Szwindle, oszustwa i matactwa

Pomysłów na to, jak nielegalnie wyciągnąć pieniądze z Unii, jest całkiem sporo. Z europejskiego budżetu kradną nie tylko co bardziej obrotni beneficjenci, ale i pracownicy wspólnotowej administracji. Urzędnicze grzechy są dość typowe i znane zazwyczaj z lokalnego podwórka. Rozstrzyganie przetargów po znajomości, kradzieże oraz wyłudzanie emerytur - to najpopularniejsze sposoby na dodatkowe dorobienie sobie do, i tak już przecież wysokiej, unijnej pensji. Oczywiście, nie wszystkie sprawy mają spektakularny charakter. Na co dzień w Unii oszukuje się na niewielką skalę.
Dla całej UE dużym problemem jest chociażby kwestia rybołówstwa. Całkiem spore sumy unijnego euro dosłownie wyciekają z rybackich statków. I to na rozmaite sposoby. Zdarza się, że oszuści pod pozorem zamontowania nowoczesnego silnika łatają dziury w pokładzie. Stary sprzęt instaluje się jako nowy również w przetwórniach ryb. Wszystko pod płaszczykiem unijnych projektów modernizacyjnych.
Unia płaci też rybakom za poławianie ryb poza wodami jej krajów członkowskich. Ma jednak jeden wymóg: to, co wyłowią, muszą sprzedać na wspólnym rynku. I tak przez kolejne trzy lata od uzyskania dotacji. Rybacy notorycznie nie przestrzegają tych zasad, a interes kręci się sprawnie kosztem reszty unijnych podatników.

Polacy też potrafią

W Polsce europejskie pieniądze kradnie się najczęściej z funduszy strukturalnych. Jedno z bardziej powszechnych nadużyć finansowych dotyczy zawyżania faktur. Zdarza się to szczególnie często, jeśli dostawca i beneficjent należą do tej samej firmy, na przykład w holdingu. Sporym problemem jest też naruszanie czasu kwalifikowalności wydatków. Wnioskodawcy fałszują dokumenty albo deklarują koszty, które w rzeczywistości nie zostały przez nich poniesione. Naciąganie Unii na rozmaite nadprogramowe wydatki dotyczy też delegacji służbowych i spotkań niezwiązanych z realizacją projektu. Jeden z obrotnych polskich beneficjentów pieniądze na innowacje przeznaczał na wojaże po Nowej Zelandii oraz Chinach.
Nadużycia związane z wykorzystaniem funduszy strukturalnych staną się niestety niechlubną polską specjalnością.

  • - Liczba tych nieprawidłowości będzie się zwiększała
  • - mówi Marek Kalupa, dyrektor Departamentu Koordynacji i Zarządzania Podstawami Wsparcia Wspólnoty w MRR.
  • - Trzeba mieć świadomość, że ich poziom rośnie wraz z wielkością przyznanych funduszy. Mając w perspektywie do wydania ponad 67 miliardów euro, musimy się z tym liczyć. Do tej pory zgłosiliśmy do KE nieprawidłowości na kwotę ok. 170 milionów złotych z 25,4 miliardów złotych wypłaconych do tej pory beneficjentom
  • - dodaje.

    OLAF na tropie

    Nowoczesny wieżowiec ze szkła i stali, Joseph II Straat numer 30 w Brukseli. Władze UE ulokowały tam biuro detektywistyczne i jednostkę dochodzeniową w jednym. Instytucja wcale nie jest tajna. Wychodzący z budynku inspektorzy mają na ramionach przepaski z napisem OLAF albo granatowe kurtki z logo urzędu. Niechętnie jednak pokazują twarze. W końcu zamiast przerzucać dokumentacje programów, projektów i poddziałań, realizują akcje pod tajemniczo brzmiącymi kryptonimami: Diabolo, Wasabi czy Prima3. Ich cel jest zawsze ten sam. Odkryć i zwalczyć jak największa liczbę nadużyć, które co roku nadwerężają unijną kasę.
    Walka z oszustami jednak kosztuje. W przypadku OLAF-u to dziesiątki milionów euro budżetu administracyjnego, w tym pensje setek zatrudnionych osób. A efekty? Urzędnicy chwalą się, że w wyniku dochodzeń przeprowadzonych przez tę europejską specsłużbę odzyskano ponad 200 milionów euro.

    Z raportu opublikowanego przez tę instytucję pod koniec lipca wynika jednak, że w zeszłym roku Unia, czy raczej jej obywatele, stracili w wyniku rozmaitych przekrętów w sumie około 320 milionów euro.

  • - Tak jak w poprzednich latach działalność OLAF-u ponownie doprowadziła do odzyskania pieniędzy podatników w kwocie kilkakrotnie przekraczającej roczny koszt pracy urzędu
  • - chwali się Franz-Hermann Brüner, dyrektor generalny urzędu, który nie ma zastrzeżeń do pracy swojej jednostki. Nie dodaje jednak, że wielu spraw nie udaje się wciąż wykryć. Tym samym wiele milionów euro ukradzionych z wspólnotowej kasy nadal bezkarnie płynie do kieszeni oszustów. Skuteczność OLAF-u jest więc, wbrew optymizmowi szefa tego urzędu, co najwyżej średnia.
    Wyniki organizacji byłyby bardziej zadowalające, gdyby intensywny nadzór, który jest najskuteczniejszą bronią przeciwko oszustom, był prowadzony w koordynacji z krajowymi organami ścigania. Przecież najwięcej unijnych przekrętów wychodzi na jaw podczas tak zwanych kontroli na miejscu czy wstępnych czynności sprawdzających.

    Bułgarska mafia

  • - Nieprawidłowości i podejrzenia o nadużycia muszą być zgłaszane szybko i we właściwy sposób, a następnie rygorystycznie i skutecznie ścigane
  • - grzmi Siim Kallas, komisarz UE ds. administracji, audytu i zwalczania nadużyć finansowych.
    Ostatnio o tym, jak może skończyć się przymykanie oka na kradzieże z unijnej kasy, najdotkliwiej przekonali się Bułgarzy. Już w 2006 roku OLAF sygnalizował, że kilku tamtejszych biznesmenów wyłudziło 7,65 milionów euro z programu SAPARD. Wśród oskarżonych przedsiębiorców znaleźli się Ludmił Stojkow i Mario Nikołow, właściciele firmy Eurofrygo, będącej sponsorem kampanii wyborczej prezydenta Georgi Pyrwanowa. Bułgarski sąd nie uznał sprawy za podejrzaną.
    W lipcowym raporcie OLAF-u rzuca się w oczy fragment dotyczący politycznej protekcji nad firmami, wyłudzającymi środki unijne. Wymieniono około 50 konkretnych spraw, w tym tę dotyczącą przedsiębiorstwa Eurofrygo. W reakcji na te ustalenia Stojkow i Nikołow zwrócili prawie 1,5 miliona euro. Tym samym przyznali publicznie, że otrzymali europejskie subsydia niezgodnie z prawem. Nastąpiło to jednak za późno. Komisja Europejska już pod koniec lipca zamroziła 825 milionów euro z przedakcesyjnych funduszy ISPA, PHARE i SAPARD. Bułgaria nie dostanie też ponad miliarda euro z funduszy strukturalnych na transport i rozwój regionalny. Łącznie straci ona w tym roku ok. 2,5 miliarda euro, czyli tyle, ile ma wynieść tegoroczna nadwyżka budżetowa, z której władze chciały sfinansować część programów. Unijna decyzja uderzyła też mocno w bułgarskich rolników. Pod koniec lipca rozpoczęli protesty w pobliżu leżącego na południu kraju miasta Kyrdżali, domagając się wypłacenia dotacji za hodowlę bydła i produkcję mleka. Kilkaset osób utworzyło miasteczko namiotowe, żądając negocjacji z resortem rolnictwa i grożąc blokadą dróg.
    Tymczasem bułgarskie władze próbują podważyć decyzję Komisji Europejskiej. Premier Sergiej Staniszew powiedział, że nie zamierza zwalniać ministrów pod zewnętrzną presją. Wicepremier i minister spraw zagranicznych Iwajło Kałfin dodał zaś w wywiadzie radiowym, że "fundusze europejskie nie są już główną dźwigną bułgarskiej gospodarki" i że kraj w równym stopniu liczy na inwestycje zagraniczne. Takie wypowiedzi nie przybliżają jednak tamtejszych władz do odblokowania strumienia euro przeznaczonego na modernizację kraju. Zdaniem Komisji Europejskiej, Bułgaria uczyniła jednak zbyt mało, by udowodnić, że jej system walki z przestępczością zorganizowaną i korupcją sprawnie działa, więc na pewien czas może się pożegnać z eurodotacjami.

    Bułgaria, która nie dość aktywnie ściga eurokrętaczy, odpowie za te zaniechania. KE już pod koniec lipca zamroziła 825 milionów euro z funduszy przedakcesyjnych oraz ponad miliard na transport i rozwój regionalny. Urzędnicy są opieszali, oszuści działają, a jak zwykle tracą zwykli obywatele.

    Z archiwum unijnych przekrętów

    1. Samorząd miasteczka Chirivel w Hiszpanii zgodnie z przedstawionymi dokumentami miał przeznaczyć 25 tys. dolarów unijnego wsparcia na rozwój tamtejszej turystyki. Do Brukseli nie dotarły jednak informacje, że władze samorządowe rozumieją przez to, między innymi, budowę domu publicznego. Sprawa skończyła się doniesieniem na policję.

    2. Do produkcji oliwy z oliwek Unia dopłaca zwykle pokaźne subwencje. Doprowadziło to między innymi do powstania tzw. mafii oliwkowych, które specjalizowały się w wyłudzaniu pieniędzy na ten cel. W największej dotychczasowej aferze tego typu brali udział obywatele Niemiec, Belgii, Holandii, Francji, Portugalii, Włoch i Hiszpanii. Na tureckich statkach do portów tych państw wpłynęło 20 tysięcy ton oleju słonecznikowego. Po wielokrotnym przerobieniu faktur został przemycony do Włoch i Hiszpanii. Tam mniej wartościowy olej został wymieszany z oliwą z oliwek i już jako formalnie pełnowartościowy produkt otrzymał subsydia w wysokości 80 milionów euro.

    3. Hiszpańskie spółdzielnie mleczarskie wyrolowały Komisję Europejską na 249 milionów euro. Hiszpanie znacznie przekroczyli kwoty mleczne wyznaczone przez Unię i wprowadzili na rynek 1,2 milionów ton "nielegalnego" mleka. Około 30 małych i dużych spółdzielni mleczarskich w całym kraju wykorzystywało dla utajnienia oszustwa trzy fikcyjne firmy - El Churtal, Lacteos Lemos, Sumlac, stosowało fałszywe faktury i ukryte wprowadzanie nielegalnego mleka do sklepów. Firmy będące jedynie przykrywką dla przeprowadzania tych operacji nie miały żadnego doświadczenia w sektorze mleczarskim, a ich jedyna działalność polegała na wystawianiu faktur swoim klientom w zamian za prowizje. Wśród firm mleczarskich, które dopuściły się największych oszustw, znajdują się Puleva, Leche Pascual, Capsa, Comercial Lactea de la Selva, Clesa, Sociedad Nuestra Senora de Alcantarilla. Śledztwo trwa, ale Unia po jego zakończeniu zapewne nałoży na Hiszpanię kary za ukrywanie nadprodukcji mleka.

    4. Polscy cwaniacy również dobrze radzą sobie z wyciąganie pieniędzy z brukselskiego skarbca. Unia, która chciała zachęcić rybaków do modernizacji ich floty, płaciła za złomowanie starych kutrów. Od pół do trzech milionów złotych za sztukę. Kwota miała zależeć od wieku kutra i czasu, przez jaki był eksploatowany przez aktualnego właściciela. Bardziej przedsiębiorczy obywatele sprowadzili stare rzęchy aż z Korei. Urzędnikom rozdzielającym dotacje nie zawsze przeszkadzało to, że kuter nigdy nie łowił na polskim morzu.

    Marta Jurek
    Źródło: Rynki24.pl