| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych | Księga gości | Forum dyskusyjne | Chat | Newsletter | Powiadom znajomego | Poczta | Facebook |
Polski English Deutsch
Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy Ustka On-line Miejski Portal Internetowy
- | - Katalog firm usteckich | Przetargi | Szukam/dam prace | Ogłoszenia | Pogoda | Hejnał Ustecki | Herb Ustki | Społeczność Lokalna - | -
- | - Klimat | Kalendarz | Ustka w liczbach | Miasta partnerskie Ustki | Plan miasta Ustki | Bezpieczna Ustka | Bezrobocie w Ustce - | -


Temat tygodnia / Jak sobie radzić z Moskwą

Wyrzucenie Rosji z grupy G8 niczego nie załatwi. Trzeba ją raczej coraz bardziej angażować w działania społeczności międzynarodowej.

Sytuacja na Kaukazie się uspokaja, ale daleko do rozwiązania problemu. Moskwa pozostawiła w Gruzji znaczne oddziały wojskowe, a rosyjski parlament wezwał prezydenta Dmitrija Miedwiediewa do uznania niepodległości Osetii Południowej i Abchazji. Decyzja prezydenta Gruzji o przywróceniu siłą kontroli nad Osetią Południową okazała się nieprzemyślana: Micheil Saakaszwili nie docenił siły reakcji Rosjan, a przecenił ewentualną pomoc ze strony Stanów Zjednoczonych i innych państw. Obaj kandydaci na prezydenta USA, zarówno John McCain, jak i Barack Obama zdecydowanie potępili działania Rosji. Jednak Stany Zjednoczone nie mogą wiele uczynić, by Gruzji pomóc. Najważniejsze pytanie brzmi zatem: jak nowy prezydent Stanów Zjednoczonych ma sobie od stycznia radzić z Rosją?

Sprawa nie jest prosta. Rosja może i nie jest już supermocarstwem, lecz mimo zapaści demograficznej pozostaje liczącym się państwem, mogącym odciskać swe piętno na wydarzeniach najbliższych dziesięcioleci. Rosja rozporządza mniej więcej połową światowego arsenału jądrowego, jest największym na świecie producentem gazu ziemnego i drugim pod względem wielkości dostawcą ropy naftowej; jest także ważnym eksporterem nowoczesnej broni, a jej rezerwy dolarowe sięgają 300 miliardów. Zważywszy jej status stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ nie można też zapominać o tym, że ma znaczne możliwości, by wpływać na politykę międzynarodową - ułatwiając lub utrudniając Stanom Zjednoczonym jej prowadzenie.

Jeśli ktoś miałby wątpliwości, wystarczy wspomnieć sprawę Iranu - postępowanie w tej kwestii bez wątpienia będzie przez pierwsze dwa lata nowej prezydentury w USA sprawdzianem możliwości polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Iran jest bliski uzyskania zdolności przemysłowego wzbogacania uranu, a wzbogacony uran jest podstawowym składnikiem broni atomowej. Jedyną drogą, by do tego nie dopuścić - jeśli nie brać pod uwagę rozwiązań siłowych - jest podjęcie odpowiednich działań dyplomatycznych. Iranowi należy jasno dać do zrozumienia, jakie byłyby koszty kontynuowania obecnej polityki. Wybór stojący przed politykami irańskimi byłby jaśniejszy, gdyby wiedzieli, że strategia Rosja w tej kwestii będzie taka sama, jak innych państw. A najprostsza droga do Teheranu wiedzie przecież przez Moskwę.

Rozważmy też problem już istniejącej broni jądrowej. Amerykańskie i rosyjskie arsenały są nadal ogromne; wielkie jest też niebezpieczeństwo ich przypadkowego bądź nielegalnego użycia. Zależy nam na tym, żeby broni atomowej było mniej i żeby dysponowało nią jak najmniej krajów. Amerykańsko-rosyjskie rokowania dwustronne pozostają najlepszą, wręcz jedyną drogą, by to osiągnąć.

Administracja Busha oświadczyła, że póki Rosja okupuje część terytorium Gruzji, nie będzie powrotu do "normalnego" stanu stosunków amerykańsko-rosyjskich. A to sugeruje, że mamy do czynienia z polityką "powiązania", jak w czasach zimnej wojny, polegającą na tym, że różnica zdań w jakiejś pojedynczej sprawie (w tym przypadku Gruzji) rzutuje negatywnie na całe stosunki dwustronne. Korzyści ze strategii "powiązania" są dla Stanów Zjednoczonych wątpliwe, bo Rosja ma wpływ na bardzo wiele innych ważnych spraw. Lepiej byłoby, gdyby polityka USA prowadziła do współpracy tych dwóch państw wszędzie, gdzie to tylko możliwe, a ograniczała niezgodę i rywalizację tylko do tych spraw, przy których nie da się tego uniknąć.

Powinniśmy usuwać bariery utrudniające Rosji wejście do Światowej Organizacji Handlu, a nie je wznosić. Chcemy, by w Rosji panowały rządy prawa, by władza była odpowiedzialna i wolna od korupcji. Jeśli włączymy ten kraj w struktury instytucji międzynarodowych, to zwiększymy prawdopodobieństwo, że Rosja autokratyczna przekształci się w państwo bardziej otwarte; jeśli będziemy ją izolować, to prawdopodobieństwo to tylko zmniejszymy. Mamy więc argument za tym, by Rosja pozostała w G8, a jeszcze lepiej - w rozszerzonym G8 (poszerzonym o Chiny, Indie i Brazylię).

Celem polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych powinno być skłanianie Rosji, by przestrzegała reguł gry, a nie by je obchodziła. Stwierdzenie Richarda Nixona sprzed czterdziestu lat dotyczące Chin - "w długiej perspektywie nie stać nas na to, by kraj ten wciąż pozostawał poza rodziną narodów, bujał w swoich fantazjach, pielęgnował swoje nienawiści i groził sąsiadom" - można obecnie w równym stopniu zastosować do Rosji.

Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oświadczył, że "Stany Zjednoczone muszą wybrać pomiędzy swoim projektem wirtualnej Gruzji a szerszą perspektywą partnerstwa z Rosją". To jest również polityka "powiązania". Takie podejście jest nie do przyjęcia, ale fakt, że Ławrow mógł sobie pozwolić na taką wypowiedź, świadczy wymownie o tym, jak dużą zdolność wywierania nacisku ma obecnie Rosja. Najlepszym sposobem na poskromienie wybryków tego kraju jest zmniejszenie jego dochodów z ropy naftowej i gazu ziemnego. Rosja byłaby w sprawie Gruzji znacznie mniej butna, gdyby ropa kosztowała 40 dolarów za baryłkę. A ceny spadną tylko wtedy, gdy Stany Zjednoczone zmniejszą zużycie ropy, a dostawy tego surowca i jego zamienników wzrosną. Strategia energetyczna jest przecież polityką bezpieczeństwa narodowego.

Osiągnięcie celu zajmie lata, a pewnie i dziesięciolecia. Tymczasem nie należy ignorować sprawy gruzińskiej. Stany Zjednoczone niosą Gruzji pomoc humanitarną, powinny też poszukać innych sposobów wsparcia jej rządu. Warto rozważyć podjęcie negocjacji na temat usunięcia z Gruzji wojsk rosyjskich i zastąpienia ich siłami pokojowymi, mającymi mandat międzynarodowy. Wprowadzenie Gruzji i Ukrainy do Unii Europejskiej i NATO powinno pozostać na liście celów USA, choć terminy i warunki rozszerzenia tych organizacji winny podlegać konsultacjom zarówno z sojusznikami europejskimi, jak i z Rosją.

Uwzględnianie zastrzeżeń rosyjskich przy planowaniu i realizacji polityki zagranicznej USA nie jest polityką ustępstw. Nie daje też Moskwie prawa weta. Chodzi przede wszystkim o to, że Stany Zjednoczone nie powinny prowadzić polityki wobec Gruzji (ani żadnego innego kraju) w izolacji. USA mają najróżniejsze interesy, a Rosja - dobrze to czy źle - w sposób zasadniczy wpływa na realizację wielu z nich. Określenie tych interesów i ustalenie, co jest najważniejsze, to początek budowania strategii. A 44. prezydent Stanów Zjednoczonych będzie takiej strategii wobec Rosji potrzebował.


Richard Haass jest współpracownikiem "Newsweeka" i przewodniczącym Rady do spraw Stosunków Zagranicznych USA.

Richard Haass
Źródło: Newsweek POLSKA